Studio Filmowe KADR


 

KRZYŻACY


w reżyserii Aleksandra Forda

premiera cyfrowej wersji  12.07.2010


Na początku, w roku 1900, była powieść Henryka Sienkiewicza o czytelnym – w czasie wzmożonych prześladowań Polaków w zaborze pruskim – przesłaniu. Ponad pół wieku później, w roku 1959, peerelowskie władze postanowiły wykorzystać Krzyżaków z ich uproszczoną wizją historii jako polityczną demonstrację przeciw „odradzającemu się rewizjonizmowi niemieckiemu”. W KC PZPR zapadła więc decyzja o realizacji adaptacji filmowej, oficjalnie z okazji 550. rocznicy zwycięstwa pod Grunwaldem. By zdążyć przed 15 lipca 1960, uruchomiono ogromne siły i środki: Krzyżacy kosztowali 33 miliony złotych (co stanowiło wówczas równowartość kosztu nakręcenia ok. 10 filmów), przygotowano 18 tysięcy kostiumów, zaangażowano 300 aktorów, 10 tysięcy statystów i prawie 500 koni. Sceny plenerowe kręcono głównie w okolicach Starogardu Gdańskiego, gdzie w razie potrzeby – by do średniowiecznego krajobrazu nie wkradły się elementy współczesności – ucinano lub wręcz tymczasowo usuwano słupy wysokiego napięcia, pozbawiając okolicznych mieszkańców prądu, i tym samym pozwalając im poczuć atmosferę pozbawionego elektryczności XV wieku. By uzyskać jak najlepszy efekt, zainwestowano w taśmę i obiektywy, dzięki czemu Krzyżacy to pierwszy polski film panoramiczny zrealizowany na barwnej taśmie Eastmana. Reżyserię powierzono Aleksandrowi Fordowi, a przygotowanie scenariusza Jerzemu Stefanowi Stawińskiemu, który – po raz pierwszy i zarazem ostatni – zgodził się dokonać adaptacji cudzego tekstu. Praca ta zajęła mu tylko 2 tygodnie i była, co podkreślał, łatwa, czysta i przyjemna. Nie bez powodu mówi się, że Sienkiewicz, gdyby urodził się kilkadziesiąt lat później, byłby wziętym scenarzystą filmowym. W filmowej adaptacji wyostrzono westernowy schemat, jeszcze bardziej demonizując Krzyżaków i dorzucając więcej bieżącej polityki, stąd grunwaldzkie zwycięstwo to – niezupełnie zgodny z historycznymi realiami – tryumf nie tyle Polaków, co szerzej, Słowian, „naszego obozu” nad odwiecznym germańskim wrogiem. Przekaz był jasny: Niemcy, ci z Zachodu, nie zmieniają się od wieków, ale skoro 500 lat temu ich pokonaliśmy, to i teraz, z bratnią pomocą, skutecznie stawimy opór niemieckim odwetowcom. Ekranizacja Krzyżaków realizuje wypróbowany sienkiewiczowski wzorzec: wątek romansowy na tle wielkiej historii, trochę polityki i sporo batalistyki, a ta - przede wszystkim kręcona przez dwa tygodnie 15-minutowa sekwencja bitwy pod Grunwaldem - jest w filmie wyjątkowo widowiskowa. Choć operator Mieczysław Jahoda miał do dyspozycji tylko dwie kamery – jedna, cięższa, oparta na statywie, służyła do planów ogólnych, druga, ręczna, do jazd i zbliżeń – to, niemal narażając życie (kiedy, leżąc na ziemi, chciał zarejestrować stające dęba krzyżackie konie, odniósł poważne obrażenia), nakręcił świetny materiał, zmontowany wbrew ówczesnym praktykom z ponad 150 krótkich ujęć. W efekcie sekwencja grunwaldzka do dziś pozostaje jedną z najbardziej efektownych scen batalistycznych w polskim kinie, a sami Krzyżacy, mimo ich propagandowego wydźwięku – najchętniej oglądanym polskim filmem wszech czasów. Szczęśliwie dla współczesnego widza sceny sprzed półwiecza, gdy dochodziło do katastrof i zderzeń pędzących do powiatowych kin autobusów załadowanych po brzegi wielbicielami Krzyżaków – to już historia…


◄◄◄ pozostałe filmy
filmy